Alina Wieja – autorka książek, redaktor naczelna czasopisma Nasze Inspiracje, znany mówca, dyrektor Instytutu Poradnictwa Chrześcijańskiego.

Lecz moim szczęściem jest…

lecz-moim-szcesciem

Mamy różne wyobrażenia na temat szczęścia. Dla jednych szczęściem jest szczęśliwa rodzina, znalezienie współmałżonka, szczęśliwe dzieci, które nie sprawiają problemów, dobra praca. Dla innych szczęściem jest odpowiednia kwota na koncie bankowym, dobrze prosperująca firma, zdobycie wysokiego stanowiska. Jeszcze inni są szczęśliwi, gdy ich nic nie boli, gdy mają coś do jedzenia lub po prostu dach nad głową i buty na nogach. Do tej listy można by dodawać wiele różnych czynników, które mogą sprawić, że poczujemy ten osobisty wymiar szczęścia.

Co jest „moim” szczęściem?

Od naszej osobistej definicji szczęścia w ogromnym stopniu zależy, czy czujemy się szczęśliwi czy nie. To, co wyobrażamy sobie jako „moje własne” szczęście, ma wpływ na nasze dążenia, wybory i sposoby zdobywania tego, co daje nam poczucie spełnienia. Może też być powodem frustracji, rozgoryczenia, zniechęcenia, gdy to „nasze” szczęście jest poza zasięgiem i nie jesteśmy w stanie go zdobyć. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn, ludzi młodych i starszych.

Po czym możemy rozpoznać, co jest tym „moim” szczęściem? Podążanie za tym, co inni określają szczęściem, nie zbliża nas do osobistego poczucia spełnienia. Każdy z nas musi sam dla siebie odpowiedzieć na pytanie: Czego oczekuję w życiu? Co sprawia, że czuję się osobą szczęśliwą? Jeżeli nie potrafimy tego wskazać, zadajmy sobie kolejne pytania: O czym najczęściej myślę, marzę, rozmawiam? Czego pragnę? A czego brak najbardziej mnie frustruje, wprowadza w stan gniewu, zniechęcenia lub depresji?

Często sami nie wiemy, czego chcemy. Łatwiej nam opisać, czego oczekują, wymagają od nas inni ludzie. Ale dzisiaj, odpowiadając na każde z powyższych pytań, możemy spróbować określić to, co w naszym odczuciu uczyniłoby nas szczęśliwymi ludźmi. Jakie są nasze pasje, dary i talenty oraz marzenia.

Według jakiego scenariusza żyję?

Wiele z naszych marzeń, kiedy nawet zostają zrealizowane, nie daje nam tej oczekiwanej satysfakcji i poczucia spełnienia, ponieważ my sami nie dajemy sobie prawa do szczęścia czy prawa do tego, aby coś ekscytującego się spełniło. Oczekujemy czegoś innego, według własnego scenariusza, a nie zauważamy tego, co przychodzi – ignorujemy szczęście, które mija nas, a jest w zasięgu ręki. Po raz kolejny czytam w Ewangelii św. Mateusza historię przed narodzeniem się Jana Chrzciciela i Pana Jezusa. Znowu dostrzegam różnicę w postawie proroka Zachariasza i Marii, matki Jezusa.

Zachariasz jest rozczarowany niewysłuchaniem modlitw. Kiedy właśnie ma nastąpić wypełnienie obietnicy, już niczego nie oczekuje. Wypowiada te znamienne słowa: „Po czym to poznam?”. Wielu z nas dzisiaj powiedziałoby bardzo podobnie: Po czym poznam, że jestem szczęśliwy, że mogę być osobą spełnioną?

Maria zadała inne pytanie: „Jak to się stanie?”. To pytanie otwiera nowe możliwości, bo oznacza oczekiwanie czegoś konkretnego: wierzę, że może mi się to zdarzyć; wiem, że mam to obiecane; pytam, jak może się to stać. Ta postawa serca oparta jest na zaufaniu do Boga, który życzy nam, ludziom, prawdziwego szczęścia. Dał tak wiele obietnic. Tak wiele marzeń włożył w nasze serca. Tak wiele darów i talentów zdeponował w tych, których stworzył, by byli szczęśliwi. A później najczęściej przychodzi jakiś strategiczny pomysł z nieba, coś zostaje uwolnione w wymiarze bardzo realnym, namacalnym. I to daje nam poczucie prawdziwego szczęścia. Nie jest tylko namiastką czy chwilowym zaspokojeniem, po którym zazwyczaj powraca jeszcze większa pustka i rozczarowanie.

Podążanie za tym, co inni nazywają szczęściem, nie zbliża nas do osobistego poczucia spełnienia. Każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie: czego oczekuję w życiu?

Być blisko Boga

Prawdziwe szczęście w życiu każdego człowieka jest w miejscu autentycznej bliskości Boga. Lecz moim szczęściem być blisko Boga – napisał psalmista w Psalmie 73:28. Słowa te przestają brzmieć jak slogan, kiedy zobaczymy, że z tych wszystkich rodzajów szczęścia, takich jak dobra rodzina, wystarczająca ilość pieniędzy, zdrowie, tylko bliskość Boga jest tym, co możemy otrzymać natychmiast, w każdym momencie i bez pomocy innych ludzi.

Bóg czeka, by nas przykryć i chronić swoją obecnością. Jego obecność leczy, jest drogą do uzdrowienia. Jest też drogą do tego, by nasze dary i talenty mogły się rozwinąć, a to, do czego zostały nam dane, rozkwitło. Boża obecność błogosławi nasze wysiłki w pracy, tak że sama praca jest błogosławiona, a jej efekty i wynagrodzenie pomnażane. Boża obecność zabezpiecza to, czego najbardziej nam potrzeba do szczęścia, bo sama w sobie jest autentycznym szczęściem, którego nic i nikt nie jest w stanie nas pozbawić.

Dlaczego z tego nie korzystamy i tego nie doświadczamy? Z trzech powodów. Po pierwsze – nie wierzymy w to, że tak bardzo Boga potrzebujemy. Po drugie – nie wierzymy, że On pragnie się do nas przybliżyć, gdy tylko Go o to poprosimy. I po trzecie – nie wierzymy, że to Bóg jest naprawdę naszym szczęściem.

Pan Jezus powiedział: Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane (Ew. Mat. 6:33). Te słowa są prawdą i możemy je sprawdzić empirycznie, w realnym życiu. Bóg wie, czego potrzebujemy, i pragnie nam to wszystko dać, ponieważ stworzył nas, abyśmy byli szczęśliwi. Dlaczego? Bo nasze szczęście uszczęśliwia Boga. Tak jak szczęśliwe dziecko jest źródłem szczęścia rodziców, tak nasze poczucie spełnienia i szczęścia uszczęśliwia naszego Stwórcę.

Jesteśmy stworzeni na obraz Boga. To, czego doświadczamy w naszych ziemskich relacjach, jest odbiciem, cieniem tego, co tak naprawdę dzieje się w ojcowskim sercu Boga. Czy kiedykolwiek o tym myśleliśmy w ten sposób? On sam to powiedział: Nie miałem pojęcia, że tam była córka mojego ludu, która mnie uszczęśliwiła (Pnp 6:12).

CZY TEGO CHCĘ?

Każdy z nas postawą swojego szczęśliwego, wdzięcznego serca może uszczęśliwić Boga. Jeżeli tak, to dlaczego tego nie robimy? Warunek jest tylko jeden. Każdy osobiście musi wybrać i zdecydować, że to Bóg jest jego szczęściem. Definicja szczęścia musi zyskać nowy wymiar – jedynie bliska więź z Bogiem może dać mi prawdziwe szczęście.

Z tej bliskości zaczną płynąć do nas nowe instrukcje, jak zrealizować dobry plan dla swojego życia. Nie według oczekiwań ludzi czy utartych ścieżek wydeptanych przez innych, ale według tego, co dobrego zaplanował dla nas Bóg. On nas zna najlepiej, bo sam nas stworzył. On zna nasze marzenia i wie, jak je spełnić, bo sam wkłada je w nasze serca.

Doświadczymy, że najważniejszym aspektem naszego szczęścia jest to, iż potężny Bóg, Władca wszechświata, jest zainteresowany tym, by być blisko nas. By nas chronić, obdarowywać tym, co dla nas najlepsze, by być w nas i działać poprzez nas. I to jest naszym największym osobistym szczęściem. Zapraszając dziś Boga do swego serca, otrzymujemy dostęp do tego wymiaru szczęścia. Mogę być osobą szczęśliwą już dziś, ale to ja muszę dokonać wyboru, czy tego naprawdę chcę.

Wszystkie wpisy
Wpisy z tej samej kategorii